Gdynia – pewne sierpniowe popołudnie. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze – moje pierwsze dni w nowym miejscu zamieszkania. Pragnąc jak najlepiej wypełnić sobie czas i odwiedzić pobliskie kina studyjne postanowiłam wybrać się na seans Dunkierki – teraz już wiem, że to był bardzo dobry wybór. Obawiałam się tego obrazu, jednocześnie bardzo na niego czekając… Cenię reżysera filmu Christophera Nolana. Cenię go za piękne estetycznie obrazy, za monumentalne dzieła. Kojarzyłam go jednak z zupełnie innym kinem typu science fiction – “Incepcja, Interstellar. Byłam ciekawa jak reżyser poradzi sobie z kinem wojennym, czy udźwignie na swoich barkach taką tematykę.

Fabuła filmu od początku wciąga. Od pierwszej sekundy filmu towarzyszy nam niepokój – potęgują go zdjęcia oraz fenomenalna, pełna niepokoju ścieżka dźwiękowa Hansa Zimmera. Hans po raz kolejny stanął na wysokości zadania – stworzył muzykę, która wbija w kinowy fotel. Główny motyw z filmu idealnie oddaje klimat dzieła (https://www.youtube.com/watch?v=8dfQHcMeXVg ). Moim zdaniem jest to jeden z najpiękniejszych motywów w muzyce filmowej, które ujrzały światło dzienne w 2017 roku.

Zostajemy przeniesieni w sam środek trudnej Operacji „Dynamo”. Pod takim właśnie kryptonimem rozpoczęto na przełomie maja i czerwca 1940 roku ewakuacje Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego oraz części wojsk francuskich i belgijskich z Dunkierki. Statystyki są przerażające – czterysta tysięcy żołnierzy oczekujących na pomoc pod naporem zbliżającego się frontu niemieckiego. Akcja tego emocjonującego obrazu rozgrywa się na lądzie, morzu i w powietrzu. Śledzimy losy i wolę walki kilku głównych bohaterów – w samym centrum tych mrocznych, mrożących krew w żyłach wydarzeń jest zapewniający wsparcie lotnicze pilot Farrier (Tom Hardy), próbujący wydostać się z otoczonej plaży żołnierz piechoty Tommy (Fionn Whitehead) oraz kapitan cywilnej łodzi Dawson (Mark Rylance) – to właśnie on z synem Peterem (Tom Glynn-Carney) wyrusza do Dunkierki. Chce pomóc w ewakuacji żołnierzy. Głównie to właśnie ich losy śledzimy, przeskakując płynnie między kolejnymi wydarzeniami operacji „Dynamo”.

Akcja “Dunkierki” toczy się na trzech płaszczyznach czasowych oraz przestrzennych – przyglądamy się całej historii z perspektywy morza, lądu i powietrza. Obraz jest duszny, intensywny, niepokojący… narastający złowieszczy dźwięk zegara, muzyka Hansa Zimmera w tle. Cały czas nie wiemy co zaraz się wydarzy – otchłań morza, dźwięk bomb, czujemy strach razem z bohaterami filmu… Pewnego rodzaju zdawkowość emocji oraz intensywność obrazu sprawia, że widz przeżywa koszmar wojny razem z bohaterami Dunkierki. Czujemy jakbyśmy byli w środku tych wydarzeń. Zdawkowość wyrażania emocji również zasługuje na uwagę – Christopher Nolan nie gra na uczuciach odbiorcy, nie stara się wywołać tanich wzruszeń. Wszystko oglądamy na chłodno i sami możemy wyciągnąć wnioski.

Monumentalizm obrazu, piękne zdjęcia, ascetyzm emocji – dawno żaden film nie wgniótł mnie tak bardzo w fotel. Jeszcze przez długi czas słyszałam w uszach dźwięk bomb. Po sensie mając na wyciągnięcie ręki wolną od wojny plaże pierwsze kroki skierowałam właśnie na brzeg – długo wsłuchiwałam się w odgłosy fal, kojącą ciszę, bez koszmaru wojny.

zdjęcia: materiały dystrybutora